We wtorek, 25 sierpnia, w rejonie ulic Solnej, Zabłocie i Nadwiślańskiej w Krakowie zebrał się tłum mieszkańców. Zgromadzenie było reakcją na tragiczną śmierć młodych rodziców, którzy kilka dni wcześniej zostali potrąceni przez samochód podczas spaceru z ośmiomiesięcznym dzieckiem. Na miejscu panowała atmosfera żałoby, ale również ogromnych emocji. Uczestnicy ustawili na jezdni znak ograniczenia prędkości do 30 km/h i znak przejścia dla pieszych. Wokół pojawiły się dziesiątki plansz z hasłami dotyczącymi bezpieczeństwa.
Na jednej z nich napisano: „Ile jeszcze osób musi zginąć, żeby coś się zmieniło?”. Na innych pojawiły się hasła: „Stop zabójcom drogowym”, „Dość bierności państwa”, „Dość lenistwa policji”, „Nie chcemy bać się spacerować z dziećmi”, „Bezpieczna droga do szkoły, pracy i parku to nie luksus”, „Wszyscy tak jeżdżą – dopóki ktoś nie zginie” oraz „Fotoradary: Kraków 3, Helsinki 70”.
Jednym z najbardziej przejmujących obrazów zgromadzenia były dzieci, które na wyłączonej z ruchu jezdni rysowały kredą. Wśród uczestników znajdowały się całe rodziny, seniorzy i młodzi mieszkańcy. To właśnie obecność dzieci szczególnie mocno kontrastowała z tragedią, która wydarzyła się w tym miejscu. Młodzi rodzice szli chodnikiem z ośmiomiesięcznym dzieckiem. Mimo że znajdowali się poza jezdnią, samochód wypadł z drogi i uderzył właśnie w nich.
Do tragicznego wypadku doszło 22 sierpnia około godziny 17.45. Według ustaleń śledczych kierowca Volkswagena miał jechać z prędkością około 70 km/h, mimo że w tym miejscu obowiązuje ograniczenie do 30 km/h. Samochód zjechał z jezdni, wjechał na chodnik i potrącił rodzinę. 32-letnia kobieta i 32-letni mężczyzna zmarli wskutek odniesionych obrażeń. Ich ośmiomiesięczne dziecko zostało przewiezione do szpitala. 26-letni kierowca usłyszał zarzuty związane ze spowodowaniem śmiertelnego wypadku i został tymczasowo aresztowany.
Po tragedii coraz częściej pojawiają się pytania o bezpieczeństwo w tej części Krakowa. Mieszkańcy już wcześniej sygnalizowali problemy z kierowcami przekraczającymi prędkość w rejonie Solnej, Nadwiślańskiej i Zabłocia. Teraz, po śmierci dwóch osób, problem wrócił ze zdwojoną siłą. Na jednym z transparentów uczestnicy napisali: „Nie chcemy dłużej słyszeć, że się nie da, że nie ma zgody, że nie ma woli albo pieniędzy”.
Jeszcze mocniejsze słowa znalazły się na kolejnej planszy: „Głośna mniejszość nie może nas terroryzować. Stop bandytom drogowym”. Uczestnicy podkreślali, że nie chodzi już tylko o jeden tragiczny wypadek, ale o szerszy problem związany z nadmierną prędkością, łamaniem przepisów i niewystarczającą skutecznością kontroli. Wśród postulatów pojawiają się m.in. dodatkowe fotoradary, rozwiązania fizycznie ograniczające prędkość oraz zmiany organizacji ruchu.
Na miejscu obecni byli funkcjonariusze policji. Część ulic została czasowo zabezpieczona i wyłączona z normalnego ruchu. W pobliżu zgromadzenia ustawiono radiowozy, bariery oraz elementy tymczasowej organizacji ruchu. Mimo mocnych haseł wydarzenie miało spokojny charakter. Nie było agresji ani starć. Dominowała cisza, skupienie i żałoba.
Wtorkowe zgromadzenie stało się jednym z najmocniejszych społecznych komentarzy po tragedii na Solnej. Mieszkańcy nie ograniczyli się do zapalenia zniczy i złożenia kwiatów. Wyszli na ulicę z bardzo konkretnym przekazem. Chcą zmian, skuteczniejszej kontroli prędkości, bezpiecznych chodników i pewności, że zwykły spacer z dzieckiem nie będzie oznaczał ryzyka utraty życia. Na wielu transparentach powtarzało się krótkie hasło: „Chodzi o życie”.


