We wtorek 14 lipca przed sądem zeznawało dwoje świadków obrony – była małopolska kurator oświaty i były dyrektor szkoły w Woli Radłowskiej. Pytania dotyczyły ks. Stanisława P., któremu zarzucano wielokrotne wykorzystywanie seksualne nieletnich, także w okresie, kiedy ten pełnił funkcję katechety we wspomnianej placówce.
Świadek mówiła m.in. o procedurach postępowania w sytuacjach podejrzeń o molestowanie seksualne ucznia. Jak wskazywała, w przypadkach dotyczących nauczycieli religii, obok standardowych organów informowana była również kuria.
Z kolei były dyrektor placówki w Woli Radłowskiej wskazywał w swoich zeznaniach na problemy i przykrości, jakich doświadczał w związku z wiedzą na temat niewłaściwych zachowań księdza Stanisława P. Jak powiedział, o sytuacji obciążającej katechetę poinformował kuratorium, władze gminy i Kościół. Podejrzewany o molestowanie ksiądz kolejnego dnia zniknął ze szkoły, a następnie z parafii. Wkrótce potem zaczęły się nieprzyjemności.
Z zeznań b. dyrektora placówki wynikało, że jego działania na płaszczyźnie zawodowej były sabotowane, pojawiały się też fałszywe donosy na grono pedagogiczne, a on sam miał otrzymywać groźby śmierci.
Adwokat Paulina Majtkowska, obrońca biskupa Jeża, zwróciła uwagę, że nie tylko władze kościelne wiedziały o zachowaniach ks. Stanisława P.
Jak widać informacje do tych instytucji oświatowych w latach dwutysięcznych wpływały, natomiast pozostaje do oceny Wysokiego Sądu, jak ocenić ten brak reakcji ze strony tych organów. Jeśli chodzi o instytucje państwa, organy publiczne, instytucje samorządowe, to na takich organach tak naprawdę od samego początku, już w latach dwutysięcznych, spoczywał obowiązek poinformowania policji czy prokuratury – powiedziała adwokat.
Na finał sprawy prawdopodobnie trzeba będzie jeszcze poczekać. Może wpłynąć na to analizowanie zeznań świadków oraz nowe dokumenty, o których pozyskanie zwrócił się sąd.