Piotr Górnikiewicz zamieścił w mediach społecznościowych zdjęcie pisma z Komisariatu Policji Tarnów-Centrum. Z dokumentu wynika, że prowadzone jest postępowanie dotyczące podejrzenia pomówienia posła za pomocą środków masowego komunikowania.
Sprawa ma dotyczyć publicznie dostępnych komentarzy opublikowanych na Facebooku 1 i 11 kwietnia 2026 roku. Według treści policyjnego zawiadomienia Górnikiewicz miał zostać pomówiony m.in. o utrzymywanie kontaktów ze środowiskiem przestępczym oraz działanie na szkodę mieszkańców Tarnowa. Postępowanie dotyczy czynu kwalifikowanego z art. 212 § 2 Kodeksu karnego i jest nadzorowane przez Prokuraturę Rejonową w Tarnowie.
Górnikiewicz: „Są jednak granice”
Poseł opatrzył dokument obszernym komentarzem. Przyznał, że politycy muszą być przygotowani na krytykę, ostrą debatę oraz publiczną ocenę swoich decyzji. Zaznaczył jednak, że granica zostaje przekroczona, gdy pojawiają się pomówienia, uporczywe ataki, próby niszczenia reputacji i uderzanie w rodzinę.
„Rodzina nie jest narzędziem politycznej walki” – napisał parlamentarzysta.
Górnikiewicz podkreślił również, że zdecydował się działać nie tylko we własnym interesie. Jego zdaniem milczenie może ośmielać autorów agresywnych komentarzy, a wielomiesięczne ataki w internecie mogą mieć poważne konsekwencje dla osób, które nie dysponują odpowiednim wsparciem i odpornością psychiczną.
„Wolność słowa nie oznacza wolności od odpowiedzialności” – stwierdził.
Kilka godzin później głos zabrał Robert Wardzała z Koalicji Obywatelskiej.
Po kilku godzinach na profilu posła Roberta Wardzały pojawił się wpis rozpoczynający się od słów: „W internecie codziennie spotykamy się z różnymi komentarzami…”.
Do publikacji dołączono grafikę, na której parlamentarzysta stoi w sejmowej sali w bluzie z napisem „Hejty? Reaguj!”. Obok umieszczono mocne hasło:
„Nie milcz, gdy widzisz hejt”.
Czas publikacji zwraca uwagę. Obaj posłowie należą do tego samego środowiska politycznego i działają w tym samym regionie. Najpierw Górnikiewicz ujawnił, że w jego sprawie działają policja i prokuratura. Niedługo później Wardzała opublikował przekaz poświęcony dokładnie temu samemu problemowi.
Czy była to spontaniczna reakcja na wpis koalicyjnego kolegi? Wyraz solidarności? A może wcześniej przygotowana publikacja, której termin przypadkowo zbiegł się z ujawnieniem policyjnego dokumentu? Tego z samego wpisu Wardzały nie można rozstrzygnąć.
Solidarność czy próba przejęcia tematu?
Z jednej strony publikację Roberta Wardzały można odczytać jako wsparcie dla Piotra Górnikiewicza i jasny sygnał, że politycy koalicji chcą wspólnie przeciwstawiać się internetowej agresji.
Z drugiej strony Wardzała w widocznej części wpisu nie odwołał się bezpośrednio ani do Górnikiewicza, ani do prowadzonego postępowania. Opublikował natomiast własną, wyraźnie oznakowaną grafikę z nazwiskiem, adresem strony internetowej i danymi kontaktowymi. Przekaz przeciwko hejtowi został więc jednocześnie przedstawiony w formie materiału wizerunkowego.
To może rodzić pytanie, czy temat poważnej sprawy zgłoszonej organom ścigania nie został błyskawicznie włączony do politycznej komunikacji.
Nie ma jednak podstaw, by przesądzać, że wpisy zostały uzgodnione albo że Wardzała świadomie próbował wykorzystać sprawę kolegi. Pewna jest jedynie kolejność: najpierw Górnikiewicz poinformował o postępowaniu, a po kilku godzinach Wardzała opublikował własny apel dotyczący hejtu.
Walka z hejtem czy początek politycznej ofensywy?
Sprawa Górnikiewicza ma wymiar prawny, ponieważ zajmują się nią policja i prokuratura. Wpis Wardzały ma natomiast przede wszystkim charakter społeczny i polityczny.
Oba wystąpienia pokazują, że problem agresji w sieci może stać się jednym z ważniejszych tematów lokalnej debaty. Pozostaje pytanie, czy parlamentarzyści ograniczą się do publikowania grafik i apeli, czy zaproponują konkretne działania: edukację, pomoc dla ofiar, skuteczniejsze ściganie sprawców albo zmiany prawne.
Na razie internetowy hejt stał się również elementem politycznej komunikacji. A dokładna zbieżność tematyczna i niewielki odstęp między wpisami z pewnością będą komentowane przez lokalnych obserwatorów.
Samo prowadzenie postępowania nie oznacza, że wskazana osoba dopuściła się przestępstwa. O ewentualnej odpowiedzialności mogą zdecydować wyłącznie właściwe organy oraz sąd.

