Do nietypowego i potencjalnie bardzo niebezpiecznego zdarzenia doszło w poniedziałek, 31 sierpnia 2026 roku, przed godziną 15 przy ulicy Chemicznej w Tarnobrzegu.
Według informacji przekazanych policji lekki cywilny śmigłowiec podczas lotu w rejonie jednej z firm zahaczył o linię energetyczną i ją zerwał. Zdarzenie miało miejsce w pobliżu Zakładów Chemicznych Siarkopol.
Zerwał przewód, wylądował i... odleciał
To, co wydarzyło się chwilę później, wzbudziło szczególne zainteresowanie służb.
Ze wstępnych ustaleń i relacji świadków wynikało, że po uszkodzeniu przewodu pilot wylądował śmigłowcem na pobliskim terenie. Miał wyjść z maszyny i sprawdzić jej stan.
Następnie ponownie uruchomił śmigłowiec, wystartował i odleciał z miejsca zdarzenia, nie zgłaszając wcześniej incydentu policji.
Na szczęście zerwana linia nie znajdowała się w tym momencie pod napięciem, dlatego nikt nie został porażony ani ranny.
Ruszyły poszukiwania pilota
Jeszcze 31 sierpnia tarnobrzeska policja rozpoczęła działania zmierzające do ustalenia, jaka maszyna brała udział w zdarzeniu i kto siedział za jej sterami.
O sprawie powiadomiona została również Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Funkcjonariusze zabezpieczyli ślady oraz dokumentację fotograficzną. Zdjęcia śmigłowca wykonali również świadkowie zdarzenia.
Śmigłowiec był zarejestrowany we Włoszech
Następnego dnia, 1 września, pojawiły się kolejne informacje.
Policja ustaliła, że maszyną był lekki cywilny śmigłowiec marki Robinson zarejestrowany we Włoszech. Nadal trwało ustalanie pilota oraz właściciela maszyny.
Sprawa była już wówczas analizowana pod kątem nieumyślnego sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym oraz niedopełnienia obowiązku zgłoszenia zdarzenia lotniczego. Policja zastrzegała jednak, że ostateczna kwalifikacja będzie zależała od wyników postępowania.
Przełom nastąpił w Tarnowie
W środę rano, 2 września, nastąpił przełom.
Jak ustalił RMF FM, pilot sam zgłosił się na policję w Tarnowie.
To 56-letni mieszkaniec powiatu tarnowskiego. Policja potwierdziła jego udział w zdarzeniu i rozpoczęła z nim czynności. Funkcjonariusze chcą ustalić przede wszystkim dokładny przebieg lotu oraz przyczynę, dla której pilot po uszkodzeniu linii nie zgłosił zdarzenia i odleciał.
To nie był atak. Policja wyjaśnia niebezpieczny incydent
Choć nietypowe zachowanie śmigłowca w pobliżu zakładów przemysłowych mogło rodzić różnego rodzaju spekulacje, nie ma informacji wskazujących, że zdarzenie było związane z terroryzmem. Według dotychczasowych ustaleń chodziło o cywilny śmigłowiec i incydent lotniczy, którego dokładne okoliczności są obecnie wyjaśniane.
