Mieszkańcy Smykowa i Luszowic w gminie Radgoszcz po raz kolejny zostali z problemem braku wody w kranach. Choć Gminny Zakład Gospodarki Komunalnej w Radgoszczy zapewnia, że na Stacji Uzdatniania Wody w Suchym Gruncie nie ma niedoborów, mieszkańcy pytają wprost: co z tego, skoro woda nie dociera do ich domów?
Przy budynku OSP Smyków uruchomiono kolejny punkt poboru wody na cele gospodarcze. W punktach poboru w Smykowie i Luszowicach dostępna jest również butelkowana woda pitna. To jednak dla mieszkańców jedynie doraźna pomoc, a nie rozwiązanie problemu, który — jak sami podkreślają — powtarza się od kilku lat.
Gminny Zakład Gospodarki Komunalnej w Radgoszczy ponownie zaapelował do mieszkańców o ograniczenie korzystania z wody z sieci wodociągowej do niezbędnego minimum. Według zakładu woda jest podawana do sieci z maksymalną wydajnością, ale bardzo duże pobory na poszczególnych odcinkach uniemożliwiają skuteczne przesyłanie jej na dalsze odległości.
Problemy z dostarczaniem wody wynikają z nadmiernego zużycia na linii — tłumaczy Kamil Kwiatkowski, dyrektor Gminnego Zakładu Gospodarki Komunalnej w Radgoszczy.
Tyle że mieszkańcy Smykowa i Luszowic mają dość słuchania podobnych wyjaśnień. Ich zdaniem sytuacja jest nie tylko uciążliwa, ale momentami wręcz niebezpieczna. Wskazują, że brak wody najbardziej uderza w osoby starsze, chore, rodziny z małymi dziećmi oraz gospodarstwa rolne.
Mieszkańcy relacjonują, że woda pojawia się okresowo. W ostatnich dniach miała być dostępna tylko przez kilka godzin. Kiedy już popłynęła z kranów, ciśnienie było dobre i można było normalnie z niej korzystać. To, ich zdaniem, pokazuje, że problem nie dotyczy całkowitego braku wody, lecz sposobu jej dystrybucji i przepustowości sieci.
To trwa od kilku lat. Za każdym razem słyszymy, że mamy oszczędzać wodę, ale nikt nie rozwiązuje problemu systemowo — mówią mieszkańcy Luszowic.
Część mieszkańców proponuje, aby zakład czasowo zamknął dopływ wody w całej gminie i w ten sposób wyrównał poziom wody w sieci. Ich zdaniem takie działanie mogłoby pomóc miejscowościom położonym na końcowych odcinkach wodociągu, gdzie problemy są najbardziej odczuwalne.
Nie może być tak, że jedni mają wodę cały czas, a inni czekają, aż coś doleci do kranu. Trzeba wyrównać ciśnienie i zapewnić wodę wszystkim, a nie tylko części gminy — wskazują mieszkańcy.
Pojawiają się również obawy o domową infrastrukturę, w tym urządzenia do ogrzewania wody i instalacje współpracujące z panelami fotowoltaicznymi. Mieszkańcy podkreślają, że brak odpowiedniego ciśnienia może powodować problemy techniczne, a w praktyce utrudnia wykonywanie podstawowych czynności: mycia, prania, przygotowywania posiłków czy opieki nad osobami starszymi.
Jak udało nam się ustalić, Gminny Zakład Gospodarki Komunalnej w Radgoszczy posiada połączenie z Rejonowym Przedsiębiorstwem Wodociągów i Kanalizacji w Dąbrowie Tarnowskiej. Teoretycznie mogłoby ono pozwolić na uzupełnianie wody w sieci z sąsiedniej gminy. W praktyce jednak również to rozwiązanie ma swoje ograniczenia.
Moglibyśmy dostarczać wodę, jeśli tylko posiadalibyśmy jej wystarczająco dla naszych mieszkańców — tłumaczy Wiesław Żurawski, kierownik Rejonowego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Dąbrowie Tarnowskiej.
Problemem pozostaje także sama przepustowość wodociągu. Sieć była projektowana i budowana około dwie dekady temu. Od tego czasu wzrosło zużycie wody, zmieniły się potrzeby gospodarstw domowych i rolnych, a infrastruktura — jak pokazuje obecna sytuacja — nie radzi sobie w okresach zwiększonego poboru.
Mieszkańcy pytają, dlaczego przez lata nie przygotowano skutecznego rozwiązania, skoro problem powraca regularnie. Ich zdaniem apelowanie o oszczędzanie wody nie może zastępować inwestycji w sieć i realnego planu awaryjnego.
My nie oczekujemy luksusu. Chcemy mieć wodę w domu. To podstawowa potrzeba, nie przywilej — podkreślają mieszkańcy.
Do pomocy zaangażowani zostali również strażacy, którzy dostarczają wodę do najbardziej newralgicznych miejsc, między innymi do dużych gospodarstw rolnych oraz domów, w których mieszkają osoby starsze. To pokazuje skalę problemu, bo sytuacja wymaga już nie tylko komunikatów i apeli, ale działań interwencyjnych.
Mieszkańcy liczą jednak nie tylko na powrót wody w najbliższych dniach, ale przede wszystkim na konkretne decyzje, które zapobiegną podobnym sytuacjom w przyszłości.
Bo w Smykowie i Luszowicach problem nie polega już wyłącznie na chwilowym braku wody. Problemem jest brak poczucia bezpieczeństwa i przekonanie mieszkańców, że kolejny kryzys może powtórzyć się przy następnej fali zwiększonego poboru.

