Jak informuje Kurier Tarnowski, wójt Wiesław Kozłowski przekonuje, że nie był autorem publikacji, a jego konto miało zostać przejęte przez osobę trzecią. Samorządowiec w rozmowie z portalem mówił o włamaniu na konto i zapowiedział podjęcie kroków prawnych oraz zgłoszenie sprawy odpowiednim organom. Relacja oczywiście zniknęła po 10 minutach, a wójt około godziny 11 wydał oświadczenie, że nastąpiło włamanie na jego konto i sprawa została zgłoszona.
Internauci nie odpuszczają
Choć relacja była widoczna krótko, internauci okazali się bezlitośni. W mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się komentarze i porównania kadru w relacji z publicznie dostępnymi zdjęciami osób związanych z urzędem. Uwagę komentujących zwrócił przede wszystkim charakterystyczny łańcuszek widoczny na szyi kobiety.
Część internautów zaczęła sugerować, że biżuteria przypomina łańcuszek noszony przez jedną z pracownic urzędu. W sieci pojawiły się zestawienia zdjęć i komentarze, w których użytkownicy wskazywali na podobieństwo tego szczegółu. Trzeba jednak podkreślić, że same internetowe porównania nie stanowią dowodu na tożsamość kobiety widocznej w relacji.
Wójt mówi o przejęciu konta
Wiesław Kozłowski, według relacji Kuriera Tarnowskiego, utrzymuje, że doszło do włamania na jego profil. Materiał miał zostać opublikowany bez jego wiedzy i zgody. Wójt zapowiada działania mające wyjaśnić, kto odpowiada za zamieszczenie intymnej relacji.
Tylko pojawia się tu pytanie: skoro nastąpiło włamanie na prywatne konto, to dziwne, dlaczego po niecałych 10 minutach wójt odzyskał dostęp do swojego profilu? Przecież jeśli ktoś się włamuje na czyjś profil, to prawowity właściciel konta zostaje od razu zablokowany i traci na znacznie dłuższy czas kontrolę nad swoim profilem.
Poza tym firma Meta (właściciel Facebooka) stosuje podwójne zabezpieczenia i osoba, która potencjalnie chciałaby się włamać na profil, musi mieć dostęp do telefonu oraz adresu e-mail wójta Kozłowskiego. Więc najwyraźniej tłumaczenie się włamaniem jest takim usprawiedliwieniem nieopatrznego udostępnienia treści znajdujących się w telefonie.
Na razie nie pojawiło się oficjalne oświadczenie, które szczegółowo wyjaśniałoby okoliczności sprawy. Nie wiadomo również, czy sprawa została już formalnie zgłoszona organom ścigania.
Sprawa ma wymiar publiczny
Choć chodzi o prywatny profil w mediach społecznościowych, sprawa dotyczy osoby pełniącej funkcję publiczną. Dlatego budzi tak duże zainteresowanie mieszkańców i lokalnej opinii publicznej. Kluczowe pozostaje ustalenie, czy rzeczywiście doszło do przejęcia konta, kto opublikował materiał oraz czy osoby wskazywane w internetowych komentarzach mają jakikolwiek związek ze sprawą.
Do czasu oficjalnych ustaleń należy zachować ostrożność w formułowaniu kategorycznych ocen. W sieci nie brakuje emocjonalnych komentarzy, jednak ostateczne wyjaśnienie sprawy powinno opierać się na faktach, a nie wyłącznie na domysłach internautów.

