Drony w powietrzu. Psy tropiące w gęstwinie. Dziesiątki ratowników z GPS-ami przeszukujących każdy metr lasu. Przez kilka dni nad gminą Zabierzów wisiało pytanie, na które nikt nie chciał znać odpowiedzi. W sobotę 6 czerwca służby znalazły go w lesie w miejscowości Burów. 40-letni Słowak już nie żył, który 1 czerwca przyleciał do Krakowa i od tamtej pory nie kontaktował się z rodziną. W sobotę służby prowadziły szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczo-ratowniczą na terenach leśnych w gminie Zabierzów.
"Teren ekstremalnie trudny" — ratownicy nie mieli łatwo
Las Zabierzowski to nie jest zwykły park. To ponad 500 hektarów gęstego lasu na zachód od Krakowa — poprzecinany wąwozami, dolinami i niedostępnymi ostępami, w których sygnał GPS bywa zawodny, a człowiek może zaginąć dosłownie kilkaset metrów od zabudowań. To właśnie tu od kilku dni szukano zaginionego mężczyzny.
Do akcji rzucono siły, jakich ta gmina dawno nie widziała.
11 jednostek, drony, psy, dziesiątki ludzi — i jeden tragiczny finał
Koordynacja działań spoczęła na barkach sztabu złożonego z 11 jednostek czterech różnych służb. Na miejscu działali:
- policjanci z KPP Kraków, KM Kraków, KP Zabierzów oraz Oddziału Prewencji Policji,
- strażacy PSP z JRG 3 i JRG 7,
- ochotnicy z OSP Zabierzów, Balic, Bolechović, Kobylany oraz wyspecjalizowanej Grupy Ratownictwa Specjalistycznego OSP GRS Kraków.
W powietrze wzniósł się dron JRG 7 — termowizja i kamera HD przeszukiwały z góry to, czego ludzkie oko nie mogło dostrzec przez korony drzew. Po ziemi pracowały psy ratownicze GRS, których węch jest tam, gdzie kończy się zasięg technologii. Całość koordynował samochód dowodzenia i łączności OSP GRS, będący mobilnym centrum operacyjnym akcji. Każdy pieszy patrol poruszał się z urządzeniem GPS, by żaden sektor lasu nie pozostał niesprawdzony.
Dziesiątki osób. Kilka dni. Setki przeszukanych hektarów.
Piątek, las w Burowie — koniec poszukiwań
6 czerwca 2026 roku, podczas kolejnego dnia działań, jeden z patroli natrafił w obszarze leśnym w Burowie na ciało zaginionego. Mężczyzna miał 40 lat i był obywatelem Słowacji. Szczegóły okoliczności jego śmierci bada teraz policja i prokuratura. Na razie służby nie ujawniają, co doprowadziło go do tego miejsca — ani co tam zastano.
Poszukiwania dobiegły końca. Ale pytania pozostają.
Kim był? Co go tu przyciągnęło?
Na te pytania odpowiedzi na razie brak. Wiadomo tylko tyle, ile przekazały służby — zaginionego szukano przez kilka dni, a finał okazał się tragiczny. Skąd przyjechał? Czy był tu sam? Co robił w lesie pod Krakowem?
Śledztwo trwa.

