Ludzie tradycyjnie, w imię pozornych oszczędności, próbują parkować w miejscach, które powodują znaczne utrudnienia w ruchu drogowym. Szczególnie rażące przypadki obserwujemy na drodze dojazdowej do szpitalnego oddziału ratunkowego. Mieszkańcy również bardzo zdecydowanie na to reagują. Doskonale wiemy, że karetki często przejeżdżają tamtędy, ratując zdrowie, a niejednokrotnie także życie pacjentów. Większość osób zdaje sobie sprawę, że w takich sytuacjach liczą się tak zwane złote godziny, minuty, a nawet sekundy - podkreśla Jerzy Pysyk, kierownik Referatu Oficerów Dyżurnych Straży Miejskiej w Tarnowie.
Mimo licznych interwencji straży miejskiej problem wciąż nie maleje.
Oczywiście zdarzają się sytuacje, w których ktoś dowozi do szpitala pacjenta po urazie, wówczas takie zatrzymanie jest w pewnym stopniu uzasadnione. Jednak skala tego zjawiska jest dość duża. Praktycznie nie ma dnia, abyśmy nie musieli tam interweniować. Tylko w tym roku podjęliśmy w tym miejscu blisko trzysta interwencji i różnych czynności - dodaje kierownik.
Blisko 300 interwencji przeprowadzonych w tym miejscu tylko od początku roku potwierdza, że mamy do czynienia z zakorzenionym i niezwykle uciążliwym procederem. Straż Miejska przypomina, że w przypadku dojazdu do SOR-u, sekundy stracone przez zastawioną drogę mogą decydować o czyimś życiu. Służby zapowiadają kontynuację wzmożonych działań, dopóki kierowcy nie zaczną respektować bezpieczeństwa pacjentów w tym newralgicznym punkcie Tarnowa.
















































































