Dzisiaj przesłuchujemy księdza Roberta Kantora, który pełnił funkcję delegata biskupa w sprawach dotyczących molestowania i to on składał zawiadomienia. Dopiero teraz sprawa zaczyna się w pełni wyjaśniać. W związku z tym przed nami przesłuchanie naprawdę dużej liczby świadków, powołanych przez prokuraturę. Być może również my będziemy powoływać świadków, dlatego na tym etapie wydawanie wyroków wydaje się nieuzasadnione - mówi Monika Brzozowska-Pasieka, radca prawny, obrońca ks. bp. Andrzeja Jeża.
Dowody przeprowadzane w ocenie prokuratora wskazują, że kuria nie miała zamiaru sama zgłosić tych przestępstw. Zrobiła to dopiero wtedy, gdy nie dało się już dłużej ukrywać tych czynów. Zwrócą Państwo uwagę na korelacje, np. publikacje medialne czy wizyty osób pokrzywdzonych w kurii. To był moment, w którym kuria nie miała już możliwości dalszego ukrywania tych przestępstw. W dużej mierze to ksiądz Stanisław Zalewski przyczynił się do tego, że postępowania w końcu ruszyły - mówi Marcin Stępień, prokurator.
Zeznania księdza Kantora rzuciły nowe światło na wcześniejsze działania kurii i pokazały, że zarówno procedury kościelne, jak i decyzje ofiar wpływały na tempo zgłoszeń do prokuratury. Choć biskup Jeż twierdzi, że działał zgodnie z prawem kościelnym, prokuratura wskazuje na opóźnienia, które uniemożliwiły pełne ściganie sprawców. Kolejna rozprawa może przynieść dalsze wyjaśnienia w tej precedensowej sprawie.













































































