Zimowe utrzymanie miasta w listopadzie i grudniu kosztowało blisko milion złotych. Z jednej strony mamy więc radość z zimowej aury, z drugiej - realne obciążenie dla miejskiego budżetu. Już od późnych godzin nocnych na ulice miasta wyjechały pługo-piaskarki. Opady nas nie zaskoczyły - spodziewaliśmy się ich i na bieżąco monitorowaliśmy prognozy pogody. Najważniejsze było zapewnienie mieszkańcom możliwości dojazdu do pracy bez większych problemów, choć wiadomo, że pewne utrudnienia zawsze się pojawiają. Często trzeba też odśnieżyć własne podwórko czy podjazd, ale kluczowe jest to, by główne drogi były przejezdne. Szacujemy, że tylko ta jedna noc mogła kosztować miasto nawet dwieście tysięcy złotych - tłumaczy Jakub Kwaśny, prezydent miasta Tarnowa.
Pierwsze opady śniegu tej zimy pokazały, że choć miasto było na nie przygotowane, każda taka noc to realny wydatek liczony w setkach tysięcy złotych. Dla władz Tarnowa priorytetem pozostaje zapewnienie przejezdności głównych arterii i umożliwienie mieszkańcom sprawnego dotarcia do pracy, nawet jeśli oznacza to znaczące obciążenie dla miejskiego budżetu. Jak zauważa prezydent, początek zimy zawsze jest najtrudniejszy, a pogodzenie oczekiwań mieszkańców z finansowymi realiami to jedno z największych wyzwań samorządu w tym okresie.















































































