Chodzi o to, żeby ci nauczyciele, którzy być może stracą pracę, bo się nie otworzą się oddziały przedszkolne, mieli jakąś szansę na to, żeby znaleźć to zatrudnienie czy to w oddziałach klas 1-3, czy byciu nauczycielem współorganizującym jeśli pewne kwalifikacje posiadają, czy w prowadzeniu rewalidacji, jeżeli pewne kwalifikacje będą mieli lub je uzupełnią. Dzieciom nic się nie zmienia, dalej będą się nabierały do danego przedszkola, w danej lokalizacji, nie przenosimy dzieci w inne miejsca, nie przenosimy dzieci do szkół podstawowych, po prostu tworzymy bardziej elastyczne jednostki do zarządzania – wyjaśnia Aneta Abram, dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Tarnowa.
Już w ubiegłym roku w tarnowskich przedszkolach było o 10 oddziałów mniej, oznacza to, że do placówek poszło o 250 dzieci mniej. Teraz według wyliczeń magistratu ta liczba zmniejszy się o kolejne 19 oddziałów. W praktyce oznacza to, że brakuje około 400 dzieci.
My o tym mówiliśmy 2-3 lata temu, w zeszłym roku. Ten niż faktycznie przyszedł do przedszkoli w zeszłym roku. W tym roku to już jest zapaść demograficzna tak naprawdę, bo kolejnych chyba 19 oddziałów nie uda nam się otworzyć, więc musimy myśleć przyszłościowo — zapowiada dyrektor Aneta Abram.
Pomysł utworzenia zespołów szkolno-przedszkolnych i zespołów przedszkoli musi zaopiniować komisja oświaty, później temat ten trafi na sesję, gdzie pochylą się nad nim wszyscy tarnowscy radni i to oni podejmą ostateczną decyzję w tej sprawie.












































































