W niedzielę zauważyliśmy, że pies bardzo długo szczekał – dosłownie przez około pół godziny. Bardzo ujadał, a potem nagle ucichł. Myślałam, że po prostu przestał szczekać, ale kiedy wyszłam na podwórko jakieś pół godziny później, psa już nie było. Najprawdopodobniej wydostał się przez siatkę - pani Małgorzata, mieszkanka Borowej.
Kobieta relacjonuje, że szczątki psa znaleziono następnego dnia w pobliskim lesie.
Później okazało się, że tego popołudnia w lesie wyły wilki. Szukałam psa z synem i mężem. Podeszliśmy do lasu sąsiada, bo mieszkamy niedaleko. Szłam z drugim psem, wołając naszego zaginionego psa, próbując śledzić tropy. Sąsiad nas usłyszał, bo był w lesie, i zapytał, kogo szukamy. Powiedziałam, że psa, który zginął poprzedniego dnia. On natomiast zobaczył w lesie psa – sam szkielet. Zrobiłam zdjęcia i faktycznie rozpoznałam go po głowie i nogach – to był nasz pies - relacjonuje mieszkanka.
Stanowisko w tej sprawie przedstawiło Nadleśnictwo Gromnik, odpowiedzialne za nadzór nad terenami leśnymi w tym rejonie.
Wilk widzi psa w pobliżu lasu i domu jako konkurenta. Zdarzały się zgłoszenia, że wilki zagryzały psy, i teren ten był monitorowany przez osoby zajmujące się łowiectwem. Zwierzęta podchodzą pod zabudowania również dlatego, że łatwo zdobyć pokarm – czasem ludzie zostawiają resztki jedzenia, wyrzucają je, co przyciąga wilki. Budowa domów coraz bliżej lasu również zwiększa ryzyko kontaktu. Problem będzie się pojawiał nadal, bo wilki przemieszczały się w tym terenie i gatunek jest chroniony - tłumaczy Jakub Rutana, leśniczy z Nadleśnictwa Gromnik.
Leśnicy przyznają, że w tej sytuacji ich możliwości są ograniczone, ponieważ wilki są gatunkiem chronionym
My, jako leśnicy, nie możemy prowadzić działań zapobiegawczych – nadzoruje to Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. My jedynie monitorujemy je na fotopułapkach - przyznaje Rutana.
Rozmawiałam z leśnikami i nadleśnictwem, ale mają związane ręce, bo wilk jest pod ochroną. Problem jest realny – mieszkańcy żyją w strachu. Na początku wilków było kilka lub kilkanaście, trudno było w to uwierzyć, że pojawiają się tak blisko domów. To już mój drugi pies, a wilki były pięćdziesiąt metrów od domu. Kiedyś brama była otwarta i nie spodziewałam się, że wilki będą tak blisko. Nad ranem psa pierwszego niestety zjadły - wspomina pani Małgorzata.
Mieszkańcy Borowej podkreślają, że problem obecności wilków w pobliżu zabudowań narasta z roku na rok.
To nie jest pierwszy przypadek. Sąsiad również miał barany – pasły się na trawie w zeszłym roku albo dwa lata temu i wilki zeżarły mu jednego. Kiedyś dzieci mogły bez problemu chodzić do lasu, a ludzie spokojnie zbierali grzyby czy borówki. Dziś jest strach – nawet dorosłe osoby obawiają się wchodzić do lasu same, bo wielu mieszkańców już spotkało wilki w pobliżu domów - zaznacza pani Małgorzata, mieszkanka Borowej.
Narastający konflikt w Borowej pokazuje, jak cienka jest granica między dziką przyrodą a ludzkim życiem. Mieszkańcy, czując zagrożenie i stratę, domagają się większego poczucia bezpieczeństwa, podczas gdy leśnicy i eksperci apelują o zrozumienie naturalnych zachowań wilków i przestrzeganie zasad współistnienia z nimi. Przypadek Borowej odsłania napięcie między codziennymi obawami mieszkańców a obowiązującymi regulacjami dotyczącymi ochrony dzikich zwierząt.
















































































